20 wrz

Z pozoru nic się nie zmienia. Mija dzień za dniem. Co raz bardziej jesienny, niezmiennie monotonny.

Dzieci płaczą, a jak akurat nie płaczą to za chwilę będą.

Ale gdyby wziąć lupę i  dokładniej się przyjrzeć, to:

1.Gaja nie mieści sie już od dawna w umywalce,  a szkoda, bo wygodnie było dobierać odpowiednią temperaturę wody…

2. Zauważa, że coś jej lata pod nosem. Czasami się zatrzyma i wtedy przygląda się temu uważnie:

3. Udaje Króla Artura i obserwuje z “ambony” wszystko i wszystkich:

3. Gaworzy. Ale jak! na potęgę!:

4. I smieje się. Bosko dombrosko. niebiańsko.

Nadia zaś niewiadomo kiedy i jak zaczęła mówić pełnymi zdaniami. Niekiedy trudno ją zrozumieć. Frustracja wtedy obustronna. Poza tem bunt dwulatka pełną gębą. Od rana do wieczora “NIE!!!”. I do żłobka zaczęła chodzić. Całe 2 dni chodziła i kataru sie nabawiła. Od jutra znowu idzie.

konkurs

20 wrz

Biorę udział w konkursie “Piękna Płytka”… – konkurs na projekt płytki ceramicznej dla Ceramii Paradyż. Do wygrania 5 slodkich tysiaków ( akurat na spłacenie rat za laptopa… i może na “waciki” jeszcze starczy…)

Zainteresowanych głosowaniem na moje płytki zapraszam tutaj.

Dzięki za każdy głos!

wakacje

15 sie

Co zrobić, żeby upragnione i od kilku lat wyczekiwane wakacje nad polskim morzem stały się totalna katastrofą?

- zabrać ze sobą dzieci…

To nic, że dookoła wszyscy nam mówili, że dzieci jeszcze za małe na taki wyjazd, że sie tylko umęczymy, że lepiej na działce w lesie…

Pierwszego dnia padało, grzmialo i wiało, więc siedzielim w pokoju 2×3 m, zwanym pokojem “militarnym” – pomalowanym w krzyczących i agresywnych żołnierzy i wybuchające helikoptery… i słuchalim na zmianę krzyków, jęków i płaczy naszych ukochanych pociech. Drugiego dnia się wypogodziło, wyruszylim na plażę, gdzie słuchalim my jęków, narzekań, lamentów i płaczy naszych ukochanych pociech. Oprócz nas tych jeków słuchała cała mieleńska plaża i w ramach uspokojenia słabych nerwów paliła papierosa za papierosem, a łaskawy mieleński wiatr zawiewał ten dym wprost do wózka i nozdrzy naszej najmłodszej… Starsza cudem, a raczej w wyniku ekpresowej reakcji mej, uniknęła rany kłótej, w wyniku nadepnięcia na rozbitą butelkę po tyskim… Do morza nie weszła bo za zimne, przez fale nie skakała, bo sie bała, muszelek nie znalazła, bo nie było, a w piasku sie nie bawiła, bo nie wiem dlaczego. Wyczerpani użeraniem się z potomstwem, posililiśmy się nadmorską (rozmrażaną) rybką: 3,90zł za 100g dorsza, czyli w przeliczeniu na polski: 65 zł za dwuosobowy obiad…

Wytrzymaliśmy 3 dni. Tzn nie wytrzymaliśmy i sie spakowaliśmy i wyjechaliśmy. W kłótniach, jękach i płaczach. Na zakończenie zaliczylismy jeszcze tylko cyrk, żeby potomstwo miało jakąś atrakcje.

Gdyby nie fakt, że karmię piersią, juz dawno sięgnełabym po jakieś antydepresanty.

Face painting

28 cze

Niedziela upłynęła nam pod hasłem: “Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” – czyli jak umalować ruchliwego dwulatka i zrobić to najlepiej w 2 minuty, żeby obiekt malowany nie zdążył znudzić się i uciec…

Dzieci są bardzo wdzięcznym tematem do malowania, maja duże oczy, małe noski i kochane pucki, ale jak to dzieci, a szczególnie takie małe – są pełne energii, min i grymasów i bardzo żywiołowo reagują na to, że farba jest zimna, a pędzelek smyra po nosie…

Bardzo ważne jest, żeby dzieci same wybrały sobie motyw, w jaki chcą być pomalowane – w tracie malowania można porozmawiać o tym zwierzątku, zaciekawić dziecko jakąś historyjką o piesku lub kotku i  dzięki temu zyskać na czasie :) . Dodatkowo, jeżeli same wybiorą sobie jak chcą być pomalowane, to tym większa będzie ich radość i uśmiech na twarzy, a przecież przede wszystkim o dobra zabawę tu chodzi!

Myślałam, że Nadia jest jeszcze za mała, żeby sama wymyśliła kim chce być, więc dałam jej różne opcje: – może motylek? albo księżniczka?

- Nie, mamusiu- sinka! – usłyszałam w odpowiedzi.

I tak oto mój śliczny maluszek – kwiatuszek został prosiaczkiem. Przyznacie, że w gruncie rzeczy pasuje to do niej…

Pozostałe dzieci wyszły równie słodko. Tu mamy pieska:

A tu groźny tygrys:

Księżniczka chciała ożenić się z piratem ale ten stwierdził, że ożeni się ze swoja mamusią:


Myślę, że dzieciaki były zadowolone. Nadia nie chciała się umyć… Następne malowanie już wkrótce – na urodzinach Nadiowych!

Tagi: , , , , , , ,

Dzień Taty

26 cze

Dzisiaj Dzień Taty

Prezent przygotowały małolaty:

Generalnie polecamy. Pomysł może i nie nowy, ale może być oryginalny, wszystko zależy od wyobraźni i pomysłowości.

Jest to idealne rozwiązanie LAST MINUTE, bo koszulka – “naprasowywanka” powstaje w ciągu 10 minut maksymalnie. Koszt w zależności, czy zdjęcie, czy sam napis waha się w przedziale 10-35 zł. Koszulkę można mieć własną, co obniża koszty prezentu.  Do tej pory robiliśmy koszulki w “TĘCZY” na Żeromskiego, ale ta powstała w Manufakturze. W Manu można wyciąć kształt z folii, o ile nie jest zbyt skomplikowany i mieć nadruk na kolorowej koszulce, bez białego tła. Napisów raczej nie da się wyciąć – mają zbyt dużo szczegółów, ale można dobrać na miejscu napis i czcionkę, co też uczyniłyśmy.

Jedyną wadą robienia koszulki na dzień taty w wersji “last minute” w Manu jest to, że cała Łódź wpada na podobny pomysł i są potworne kolejki. I nikogo nie wzrusza, że jesteś z małym dzieckiem, śpiącym, zmęczonym i marudzącym, wijącym sie w tej kolejce jak glisty z naszej piaskownicy… Całe szczęście opodal jest mini plac zabaw. I to nas uratowało. Ja wycinałam motocykl, Nadia wycinała fikołki na zjeżdżalni i dałyśmy radę.

Suma sumarum tata się bardzo ucieszył a Nadia jeszcze bardziej z tej tatyniej radości.

O ślimaku, który jeździł koleją…

24 cze

Każde dziecko, a przynajmniej większość tych, które znam, przechodzi  w swoim młodym życiu etap, który nazwałabym “kloszardowym”. Etap ten charakteryzuje się wysoko rozwiniętym zmysłem kolekcjonerskim. Łupem stają się różnego koloru kamyczki, większe i mniejsze patyczki, muszelki, listki, kwiatki, biedronki, żuczki, żabki itd. Nasz dwulatek Nadiowy z wyjątkowym upodobaniem i godną naśladowania konsekwencją zbiera ostatnio ślimaki… Szczególnie gatunek przydrożny

Jeden z nich zagościł na dłużej w naszym skromnym M2.

Siadał na nocniku razem z Nadia… Jadał z nami przy stole, oczywiście najchętniej pierogi… ( dzięki czemu dwulatek – niejadek polubił wcześniej wspomniane, a przy okazji nauczył się pierwszego mini wierszyka)

Aż w końcu znudził mu się żywot pospolitego przeciętnego ślimaka polskiego i zamarzył  świat wielki… Dalekie kraje… egzotyczne podróże… Mając do wyboru takie środki lokomocji jak helikopter z Little People, odrzutowiec od dziadka Darka, lego konik i lego ciuchcia – wybrał ten ostatni. I tak oto rozpoczyna się historia ślimaka, który jeździł koleją…

“Wsiąść do pociągu byle jakiego… nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet…” i w przypadku naszego ślimaka – “nie dbać o prowiant”… Jak długo może podróżować ślimak ciuchcią na czczo? Okazało się, że niedługo…

Następnego dnia nie zdążyliśmy usunąć zwłok zawczasu i jakoś musieliśmy wybrnąć z tej sytuacji… A dwulatek Nadiowy bardzo dociekliwy był…

-Mamusiu… miziak… oooo … nie ma…

- no nie ma…yyyy ślimak…yyyy…uciekł… I na poczekaniu wymyśliłam historyjkę, jak to ślimakowi  zrobiło się smutno, że tak sam podróżuje i…. postanowił wysiąść, ale jak próbował się przecisnąć przez okna ciuchci to mu muszelka przeszkadzała i….. musiał  zostawić domek i … poszedł sobie na ogródek poszukać nowego domku… ufff…

- mamusiu! uciek nie, sował…

-Nie uciekł?  schował? Pomyślałam, że to całkiem dobry pomysł, skoro wersja z ucieczką jej nie przekonała, a sama znalazła wyjaśnienie, to niech będzie…Zupełnie nie byłam przygotowana do rozmowy o aniołkach, które zabierają ślimaka do nieba.

Ale dwulatek nie mógł odpuścić tematu. Dalej ślimak wszędzie z nami chodził, jadł i spał. A Nadia wyczekiwała momentu, kiedy miziak  znów pokaże rogi…  Brrr… Przerażające…

Jeszcze bardziej przerażający był moment, kiedy babcia Mariolka zadzwoniła i powiedziała, że sprawdziła w internecie i że faktycznie moja pierwotna wersja była całkiem prawdopodobna. Okazuje się, że ślimaki w momencie zagrożenia życia potrafią opuścić swoja muszelkę. No i jak sobie wyobraziłam tego obślizłego gada, yyy … tzn. bezkręgowca, bezwstydnie pełzającego po zakamarkach naszego mieszkania… Oj słabo… Od tego momentu nie tylko Nadia miała swoją “miziakową”obsesję, ale i ja zaraziłam się wkrętem i obie żyłyśmy w głębokim niepokoju, a nawet lekkiej panice.

Dni mijały, świadomość rozkładającego się w muszelce ślimaka nie pozwalała spokojnie jeść pierogów i właśnie wtedy, gdy dojrzała we mnie decyzja, że trzeba brutalnie rozłączyć dziecię Nadiowe z jej najlepszym przyjacielem i raz na zawsze pozbyć się tematu – stał się cud:

- Mamusiu! obudził! – usłyszałam z głębi pokoju.

-Obudził? Nie kochanie, ślimak się nie obudził… bo ślimak…yyy bo ślimak…nie mógł się obudzić… yyy  bo ślimak nie zasnął… bo…

- mamusiu! tak! OBUDZIŁ! miziak! obudził! haaaa!

Tylko przez grzeczność i szacunek do wyobraźni mej córki poszłam obejrzeć zmartwychwstanie ślimaka, po drodze przygotowując sie na ostateczną rozmowę… A że mieszkanie niewielkie i droga krótka była, to całe szczęście nie udało mi się przygotować, bo: istotnie ślimak zmartwychwstał:

Alleluja! Niezbadane są wyroki Pana!

Słownik Nadii

21 cze

isi-Nasz ukochany niespełna dwulatek Gagatek Nadiowy zdaje się być z każdym dniem jeszcze bardziej zagadkowy.

Fantastycznie jest obserwować proces nauki języka polskiego.

Jak do tej pory uszy nasze doświadczyły zaszczytu usłyszenia tylko jednego zdania podrzędnie złożonego. A brzmiało ono:

TATA DUŻY – ZABIĆ KOMARA BUTEM!

Początki były trudne… Próba nauczenia słowa kotek wyglądała następująco:

-Nadiu, powiedz “kotek”

- Miau

- nie “miau”. Powiedz KOTEK

- MIAU

- Kochanie… powiedz KOOO- TEEEK

- MIAAAA – UUUUU

Tylko żałować, że nikt tego nie nagrywał…

A poniżej zbiór słów, mniej lub bardziej zagadkowych, szczególnie dla niewtajemniczonych… :

bzium – zjeżdzalnia

buuu- samolot, ewentualnie odkurzacz, malakser, mikser, wiertarka, pralka…

ambusia – autobus

bajej – tramwaj

basia Basia – babcia Basia :) i dalej tym tropem: dziadzia dziadzia- dziadzia Stefan :)

miziak – ślimak

mokak – komar

jujo buta – wujo Kuba

apasiam – przepraszam

pipi- ptaszek

sisi – rysować

omisia- ośmiornica

ni ha – nie ma

mi ha – mięsko

to be continued…

najnowsze (19.07.2010):

punto hmmm - smutno

pantolot – samolot

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.